Czy rozgrzewać silnik na postoju w chłodne dni? Mit, który wciąż ma się dobrze

Gdy temperatura spada poniżej zera, wielu kierowców instynktownie po odpaleniu auta czeka kilka minut „aż silnik się rozgrzeje”. To nawyk z czasów gaźników i starych olejów. W nowoczesnych samochodach… to po prostu nie ma sensu.

Dlaczego długie grzanie na postoju to zły pomysł?

Współczesne silniki są projektowane tak, aby najszybciej osiągać temperaturę roboczą podczas jazdy, a nie na biegu jałowym. Praca na postoju oznacza:

  • wolniejsze nagrzewanie,
  • większe zużycie paliwa,
  • szybsze zużycie silnika (zimny olej gorzej smaruje),
  • większą emisję spalin.

Co więcej, w dieslach proces nagrzewania na postoju potrafi trwać bardzo długo – czasem nawet kilkanaście minut bez realnych efektów.

Jak robić to prawidłowo?

  1. Odpal silnik.
  2. Odczekaj 20–30 sekund, aż olej się rozprowadzi.
  3. Rusz spokojnie, unikając wysokich obrotów przez pierwsze kilka kilometrów.

To najlepszy sposób na szybkie i bezpieczne osiągnięcie temperatury roboczej.

Jedynie w ekstremalnych mrozach (np. poniżej -20°C) można dać silnikowi chwilę dłużej popracować, ale nadal nie chodzi o kilkuminutowe „grzanie”, tylko o krótką stabilizację pracy.

Podsumowując, najlepszym sposobem na rozgrzanie silnika jest… jazda. Spokojna, bez gwałtownego przyspieszania – przynajmniej do momentu, aż wskazówka temperatury zacznie się podnosić.