Polska motoryzacja PRL: prawdy i mity, które wciąż budzą emocje.
Każdy miłośnik motoryzacji prędzej czy później natrafia na artykuły analizujące udane i mniej udane konstrukcje silników. W takich materiałach często znajdziemy listy typowych usterek oraz błędów konstrukcyjnych popełnionych na etapie projektowania. Dotyczy to nie tylko zagranicznych marek, lecz także naszej polskiej motoryzacji.

Od lat chętnie wytykamy wady silników z Fiata 125p – pytamy, dlaczego wał korbowy miał tylko trzy podpory, czemu jednostka była awaryjna i dlaczego wymagała remontu już po około 50 tys. km. Podobne dyskusje toczą się wokół serii silników S stosowanych w Tarpanie, Warszawie, Nysie i Żuku. Nie lepszy los spotyka dwusuwową Syrenę. Wciąż powraca pytanie: dlaczego w PRL nie produkowaliśmy tak dobrych silników, jak nasi zachodni sąsiedzi?
Czy można znaleźć jednoznaczną odpowiedź? Raczej nie. Warto jednak uwzględnić kilka istotnych czynników. Pierwszym z nich były możliwości serwisowania aut w latach 50., 60. i 70. W tamtych czasach świadomość kierowców w kwestii okresowych wymian oleju była niska, a dostępność wysokiej jakości środków smarnych – mocno ograniczona.
Dziś mamy dziesiątki rodzajów olejów silnikowych o różnych lepkościach i z nowoczesnymi dodatkami, które spełniają normy producentów i wydłużają żywotność jednostki napędowej. W PRL markowe oleje można było kupić jedynie w PEWEX-ie, płacąc dewizami. W praktyce większość kierowców stosowała olej mineralny SELEKTOL, który nie zapewniał tak dobrej ochrony jak współczesne produkty. Do tego dochodziły materiały niskiej jakości, nieterminowe przeglądy i naprawy wykonywane „tym, co było pod ręką”. Części kupowało się w Polmozbytach lub na giełdach samochodowych, często „na zapas”. Dostępność podzespołów ograniczała się do samochodów z bloku wschodniego, a w przypadku aut zachodnich było jeszcze gorzej.
Drugim ważnym czynnikiem były realia pracy konstruktorów. Wiele nowoczesnych projektów trafiało do szuflady, bo władze komunistyczne nie sprzyjały tworzeniu innowacyjnych rozwiązań. Brak inwestycji, ograniczony dostęp do nowoczesnych technologii i ogólna bylejakość tamtej epoki hamowały rozwój. Mimo to polscy inżynierowie wykorzystywali w pełni możliwości, jakie dawał im system. Trzeba o tym pamiętać, zanim kolejny raz zbyt surowo ocenimy dorobek rodzimej motoryzacji PRL.